SPIS TREŚCI:
1. Kiedyś rywalizacja była czysta!
2. Dora czy Hermann?
3. Siostry przyjmujące męskie hormony
4. Polska hermafrodyta
5. Pokrzywdzona i zapomniana
1. Kiedyś rywalizacja była czysta!
Kiedy tylko w mediach pojawia się nowa informacja o aferze dopingowej, w społeczeństwie wzmaga się tendencja do podważania obecności idei prawdziwej, sportowej rywalizacji w dzisiejszych czasach. Sceptycy swe wątpliwości ilustrują obrazami sportu w poprzednich stuleciach. Jednak to wcale nie oznacza, że rywalizacja w tamtych latach była krystalicznie czysta, uczciwa i zgodna z zasadami fair play. Wręcz przeciwnie. Pamiętajmy, że historia sportu oceniana z dzisiejszej perspektywy jest często nieobiektywna. W świetle naszpikowanej nieraz aferami, dopingiem i skandalem teraźniejszości, oszustwa dawnych lat bledną i stają się niewinne, nieznaczące, czasem nawet groteskowe. Warto jednak przyjrzeć się im z bliska i jeszcze raz, po zapoznaniu się z faktami, poddać ocenie.
2. Dora czy Hermann?
Kwestia rozpoznawania i definiowania płci była kontrowersyjna przez długie lata. Obecnie, dzięki szczegółowym badaniom medycznym, jesteśmy w stanie jednoznacznie określić płeć danego sportowca. Jednak w poprzednim stuleciu był to nie lada problem. Pojawił się on wraz z początkiem uczestnictwa kobiet w Igrzyskach Olimpijskich w 1900 roku. Kontrowersje wzbudzały zawodniczki o męskiej muskulaturze, rysach twarzy i nieprzeciętnej sile. W Igrzyskach Olimpijskich w 1936 roku w Berlinie brała udział Dora Ratjen. Konkurowała z innymi kobietami w konkurencji skoku wzwyż. Jednak liczne wątpliwości wzbudzała jej męska uroda, figura i muskulatura, a także zarost oraz mocny zarys szczęki.
Po wojnie oszustwo wyszło na jaw, Hermann zaczął posługiwać się męskim imieniem, a jego wynoszący 1,70 m rekord świata w skoku wzwyż kobiet, został anulowany. Lekkoatleta twierdził później, że do oszustwa nakłonili go naziści, którzy chcieli zwiększyć ilość medali zdobytych przez III Rzeszę na Igrzyskach Olimpijskich.
3. Siostry przyjmujące męskie hormony
Światem lekkiej atletyki wstrząsnął też przypadek reprezentantek ZSRR, sióstr Iriny i Tamary Press. Tamara odznaczała się wybitnymi osiągnięciami w rzucie dyskiem i pchnięciu kulą, Irina uzyskiwała świetne wyniki w konkurencji biegu przez płotki oraz pięcioboju. Obie wyróżniały się też męskimi rysami twarzy i zarostem. Po wprowadzeniu testów płci w sporcie, siostry wycofały się z dalszej konkurencji. Nigdy niczego im nie udowodniono, lecz najprawdopodobniej przyjmowały one męskie hormony.
4. Polska hermafrodyta
W historii polskiego sportu również miały miejsce podobne przypadki. Przed II wojną światową nasz kraj reprezentowała wybitna sprinterka – Stefania Walasiewiczówna. Zdobyła ona dwa medale olimpijskie w biegu na 100 m, trzy złote medale w biegach na 60, 100 i 200 m oraz brąz w sztafecie 4x100 m na III Światowych Igrzyskach Kobiet w Pradze w 1930 roku, a także złoty medal na 60 m, srebrne medale na 100 i 200 m, srebrny w skoku w dal i w sztafecie 4x100 m na IV Światowych Igrzyskach Kobiet w Londynie w 1934 roku. Oprócz świetnej lekkoatletki, była też patriotką, pomimo pobytu na obczyźnie, nigdy nie zapomniała o swoich korzeniach i pochodzeniu. Zginęła tragicznie, zastrzelona po krótkiej szamotaninie przez złodzieja, który włamał się do jej samochodu. Podczas sekcji zwłok znaleziono u niej słabo rozwinięte męskie narządy płciowe, a więc Stefania była hermafrodytą.
5. Pokrzywdzona i zapomniana
Największe kontrowersje wzbudza aż po dziś dzień sprawa Ewy Kłobukowskiej. Była to wybitna sprinterka czasów Ireny Kirszenstein (później Szewińskiej). Ewa i Irena rywalizowały na dystansie 100 m na wielu ważnych imprezach sportowych. 9 lipca 1965 roku na Memoriale Rosicky’ego w Pradze wpadły na metę ramię w ramię, ustanawiając nowy rekord świata – 11,1 sekundy! Po analizie danych z fotokomórki złoto przyznano Kłobukowskiej. Obie zawodniczki bardzo się wspierały i motywowały w ciężkim treningu, który miał zaprowadzić je na szczyt sportowych możliwości i marzeń. Nie było wątpliwości, że te dziewczyny z Polski biegają na najwyższym światowym poziomie. Ewa i Irena były bardzo zżyte, przyjaźniły się i jednocześnie były dla siebie nawzajem największymi rywalkami. Na Igrzyskach Olimpijskich w 1964 roku w Tokio, sztafeta 4x100 m w składzie Teresa Ciepły, Irena Kirszenstein, Halina Górecka i Ewa Kłobukowska pokonała Amerykanki i bijąc rekord świata wynoszący 43,6 sekundy, zdobyła złoto. Na tych samych igrzyskach Ewa wywalczyła brąz na dystansie 100 m. Dwa lata później, na Mistrzostwach Europy w Budapeszcie, sztafeta 4x100 m z Kłobukowską na ostatniej zmianie znów zdobyła złoto, a Ewa indywidualnie została też złotą medalistką na dystansie 100 m i srebrną na dystansie 200 m. Jednak te mistrzostwa zamiast dumy, radości i ogromnych nadziei na przyszłość, przyniosły Polce początek ogromnego rozczarowania, załamania i końca kariery. Obok tak spektakularnych zwycięstw Polki nie sposób było przejść obojętnie. Inne kraje z zazdrością obserwowały wciąż rozwijający się talent Ewy. Kłobukowska była najszybsza i nie sposób było ją pokonać. Postanowiono zatem uciec się do innej metody. Po Mistrzostwach Europy w Budapeszcie zaczęto podważać płeć sprinterki. Powoływano się na jej mocno zarysowane i masywne mięśnie, rzekomo męskie rysy twarzy. W 1967 roku IAAF wprowadziło pierwsze badania kontrolujące płeć zawodniczek. W praktyce był to szybki i wygodny sposób na pozbywanie się groźnych rywalek przodujących wówczas w Europie mocarstw.
W 1967 roku odbywał się w Kijowie Puchar Europy. Cała Polska ogromne nadzieje pokładała w Ewie Kłobukowskiej. Jednak tuż przed startem dziewczyna dowiedziała się, że ze względu na brak jasnego statusu płci, nie otrzymuje zgody na udział w biegu. Był to ogromny szok dla Ewy, jej trenera, koleżanek z kadry i kibiców. Przecież Kłobukowska była kobietą i tak ciężko pracowała, by dać z siebie wszystko w Kijowie. Jednak decyzja komisji była nieodwracalna. Jak głosił raport, u Ewy wykryto mozaikowatość chromosomów, a więc pewne grupy komórek miały o jeden chromosom za dużo (XXY), a reszta była prawidłowa (XX). Dzisiaj lekarze medycyny sportowej i genetycy nie mają wątpliwości. Taki zestaw chromosomów jest spotykany u jednej na tysiąc kobiet i w żaden sposób nie świadczy on o odmienności płci. Jasne jest zatem, że polska sprinterka została niewątpliwie pokrzywdzona, zhańbiona i bezpodstawnie skazana na koniec sportowej kariery. Kto z nas słyszał o Ewie Kłobukowskiej i jej osiągnięciach? Z pewnością niewielu, tylko ci prawdziwie zafascynowani historią polskiej lekkoatletyki dotarli do jej wyników i trofeów, jakie zdobyła. Takimi prawami rządził się niestety ówczesny świat, wielu krajom nie odpowiadała tak wysoka pozycja Polski w sportowych statystykach i konieczna była jej deklasacja, nawet poprzez tak nieuczciwe działania. Żal można mieć do władz politycznych i sportowych z tamtego okresu w Polsce, które nie stanęły w obronie swojej zawodniczki i milcząc, pozwoliły na jej zniszczenie.
To tylko kilka przykładów ilustrujących ogromne zamieszanie, jakie w sporcie wywołała kwestia definiowania płci i przyjmowania przez kobiety hormonów męskich. Niektóre przypadki stały się głośne natychmiast, inne odkryto po latach, a istnieją też zapewne genetyczne oszustwa, które nigdy już nie ujrzą światła dziennego. Podobne afery wydają się już w dzisiejszych czasach praktycznie abstrakcyjne. Dzięki tak rozwiniętej genetyce, medycynie sportowej i wiedzy o procesach zachodzących w organizmie człowieka, ciężko dziś oszukać cały sportowy świat na tak wielką skalę. Jednak mimo to nadal istnieje mnóstwo wątpliwości w tym temacie. Współczesna biegaczka z RPA, Caster Semenya, jest hermafrodytą. Ma męski głos, posturę i muskulaturę, ale mężczyzną w pełni nie jest. Jak więc powinno się traktować jej wyniki? Decyzją IAAF została uprawniona do startów z kobietami. Ciężko znaleźć prawdziwie sprawiedliwe rozwiązanie, a kwestia ta będzie zapewne kontrowersyjna i zagadkowa jeszcze przez wiele lat.

Komentarze