Sezon już się skończył, teraz czas na ciężką pracę podczas szlifowania formy na wiosenne starty. Treningi zimowe, choć bardzo męczące i wymagające wielkich pokładów cierpliwości i samozaparcia, odbywamy w większości w przyjacielskiej atmosferze, otoczeni przez grono klubowych przyjaciół i znajomych. Nerwowa atmosfera panująca na stadionie tuż przed mityngiem, podczas sezonu jest cotygodniową rutyną, teraz jednak odchodzi powoli w zapomnienie. Jednak czy nie warto choć na chwilę wrócić myślami do emocji odczuwanych tuż przed startem, gdy stres osiąga punkt kulminacyjny?


SPIS TREŚCI:

1. Siła psychiki
2. Stres jako motywator?
3. Eustres
4. Świadome odczuwanie stresu



1. Siła psychiki
Pamiętajmy, że świetna forma fizyczna to tylko jeden z czynników wpływających na sukces. Bardzo ważna jest również silna psychika i zdecydowany charakter, który determinuje uparte dążenie do narzuconego sobie celu. Nie bez powodu największe kluby sportowe zatrudniają psychologów, którzy pracują z zawodnikami. Warto o tym pamiętać podczas przygotowań do kolejnego sezonu. Może praca nad swoim charakterem i większa kontrola emocji to właśnie czynnik, który pozwoli na długo oczekiwaną poprawę życiówki?


2. Stres jako motywator?
Każdy z nas zna uczucie stresu odczuwanego przed ważnym dla nas startem.
U niektórych objawia się on już od rana, skutecznie uniemożliwiając spokojne spożycie obfitującego w składniki niezbędne dla poddanego dużemu wysiłkowi organizmu. Inni doświadczają go później, gdy podczas robienia ostatnich przebieżek nagle miękną kolana, a w brzuch wbijają się kolce. Stres może objawiać się różnie, być bardziej lub mniej kontrolowany, ale nie ulega wątpliwości, że jest on nieodłącznym elementem każdego ważnego w naszym odczuciu startu. Co zrobić, by z destrukcyjnej, odbierającej energię siły, uczynić motywator, który zdopinguje nas do walki?


3. Eustres
Chyba każdy lekkoatleta zgodzi się z tezą, że świadomość możliwości własnego organizmu, jego atutów i słabych punktów, to konieczny warunek dobrego planowania treningów i startów. Nie zapominajmy tutaj o potędze naszego umysłu. Stres nie musi być przecież niepożądanym, paraliżującym nasze ciało uczuciem. Jego pozytywne oblicze funkcjonuje pod nazwą eustresu i jest świetnym motywatorem. Wystarczy tylko zmienić swój sposób myślenia i zrozumieć, że sama jego obecność nie jest niczym złym, ba, ciężko o lepszą mobilizację do stuprocentowego wykorzystania możliwości naszego organizmu!


4. Świadome odczuwanie stresu
Brzmi świetnie, ale jak tego dokonać? Po pierwsze, spokojnie przeanalizuj emocje towarzyszące ci od przybycia na miejsce zawodów, aż do ukończenia biegu. Lekkoatletyka to sport indywidualny, większość z nas przed startem „zamyka się w sobie”, samotnie przeżywając nerwowe chwile. Zadaj sobie pytania - jak u mnie objawia się stres? Czy czuję spięte mięśnie, czy boli mnie brzuch? Czy gwałtowne emocje zaburzają przebieg rytualnej rozgrzewki? Jeśli tak, to oznaka, że bardzo zależy ci na zmobilizowaniu wszystkich swoich sił i jak najlepszym starcie. Teraz wystarczy tylko „oswoić” stres, nie próbować się go bezskutecznie pozbyć, ale wręcz przeciwnie, pamiętając o jego pozytywnych właściwościach, z chęcią stawić mu czoła. W stresie drzemie ogromna siła, która po zaadoptowaniu jej na nasze potrzeby, podniesie poziom adrenaliny we krwi, a efekty jej działania nie tylko zrobią wrażenie na nas samych, ale też odkryją nowe możliwości naszego organizmu!


Ja również przed większością startów odczuwałam mocny stres. Zawsze takie samo, rytualne już śniadanie dosłownie w siebie wmuszałam. Nerwy zaburzały poczucie głodu, jadłam tylko dlatego, by podnieść wydajność mojego organizmu podczas najważniejszej części dnia – biegu. Stres zanikał częściowo podczas podróży na miejsce zawodów, w zrelaksowaniu się ogromnie pomagała mi muzyka i rozmowy z przyjaciółmi, którzy, jak doskonale wiecie, dopiero na bieżni stają się rywalami. Jednak gdy zaczynałam rozgrzewkę, znów uderzał, tym razem z podwójną siłą. Na początku mojej biegowej przygody kompletnie nie radziłam sobie z tym problemem. Stres odczuwałam niemiłosiernie namacalnie, poprzez fizyczny ból. Kolce zakładałam trzęsącymi się rękoma, a moje dziąsła i brzuch były głównymi ogniskami bólu. Teraz, po świadomym przeanalizowaniu reakcji mojego organizmu i psychicznego aspektu mojego podejścia do startów, całkowicie się to zmieniło. Rozgrzewka, jak i poprzedzający ją trucht, to sekwencja powtarzających się ćwiczeń i czynności, które wzbudzają we mnie poczucie spokoju i pewności siebie. Przed samym startem, po gwizdku sędziego, czuję maksymalny poziom adrenaliny, który oznacza dla mnie jedno – walkę. Czuję siłę potęgowaną przez stres, pewności dodaje mi poczucie, że solidnie przygotowałam się do startu, na treningach dając z siebie wszystko. Wynik bywa różny, nie każdy bieg zwieńczony jest uzyskaniem upragnionej życiówki. Jednak poczucie tego, że zmobilizowałam wszystkie swoje siły, zrobiłam wszystko, co tylko byłam w stanie, daje nieprawdopodobną satysfakcję. I właśnie ona jest uczuciem, dla którego jestem w stanie dużo poświęcić i w pełni kochać to, co robię – biegać.

Stres przedstartowy – jak w destruktorze odkryć silny motywator? Ocena: 5/5 Ilość głosów: 1
To pole jest wymagane Wciśnij ENTER, aby dodać komentarz
To pole jest wymagane